WANGUL-MULUBAGIK-KIROMA 

 

15-16-09-2011

 

Droga powrotna z Wangul do Mulubagik była łatwiejsza bo wiedzieliśmy co nas czeka. Od godziny ósmej do dwunastej  z przerwami na sesje fotograficzne dotarliśmy do Mulubagik. Mamy sporo czasu na pranie i odpoczynek po nieprzespanej nocy. Romi podjął decyzję, że dziś nie idziemy dalej bo Kiroma jest zbyt daleko, a przed nocą nie zdążymy. Poranek następnego dnia przywitał nas piękną pogodą.Poranna kąpiel w lodowatej rzece , następnie śniadanie. Dziś są tylko dwa naleśniki przypominające budyń.Oczywiście część grupy nie jadła, podobno nie są głodni. Ruszyliśmy wzdłuż rzeki Mugi z Mulubagik do Kiromy. Początkowo droga prowadziła przez bagnisty gęsty las, następnie prze zwalone drzewa przechodzimy na drugi brzeg rzeki.Idziemy po dużych głazach  i coraz bardziej oddalamy się od Elit. Ostatnie spojrzenie na nasz szczyt i kierujemy się w górę dość stromą ścieżką w kierunku Kiromy. Przed wioską oczekują nas dzieci. Im bliżej celu tym jest ich coraz więcej. Pozowały nam do zdjęć z kwiatami , inni chłopcy na szczudłach demonstrowali swoje umiejętności.  Jest tu kościół i kilka domków krytych blachą- cywilizacja dotarła. Dzieci w starych brudnych koszulkach na bosaka idą za nami do centrum wioski. Większość z nich jest nieufna, boją się aparatu i kamer,lecz z upływem czasu to się zmienia. Dziś ostro świeci słonko co jest okazją do suszenia bielizny. Damian organizuje kolejny konkurs rysunkowy  dla dzieci. Wybraliśmy najlepsze prace, były naprawdę dobre, wszystkim rozdaliśmy drobne prezenty.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzieci miały sporo atrakcji, szalały z ciekawości, w wiosce zrobiło się spore zamieszanie. Do dzieci dołączyli starsi,   niektórzy mężczyźni mieli na sobie tylko kotekę. Dzień dobiega końca, olbrzymie chmury zakrywają otaczające nas szczyty.Robi się ciemno więc pora spać, ale Teresa z Dorotą jak zwykle z czołówkami na głowie grają w karty. Jutro czeka nas kolejny etap, ale o tym napiszę w części następnej .